Usiadłem w Parku Racławickim na ławce. Tak sobie .... zmęczony, zrujnowany, smutny.
Naprzeciwko też  na ławce usiadła starsza kobieta i jakoś dziwnie wlepiła we mnie oczy.
Aż po kilku minutach przysiadła się obok przy mnie, co mnie trochę zdziwiło.
- Widzę, że ci serce boli -  zagadnęła mnie zwracając się o dziwo per ty.
A boli i co z tego -  odburknąłem, bo nie przepadam za takimi znajomościami

- Gdyby nie było nieszczęśliwych miłości, nie byłoby wielkich miłości
 - ciągnęła dalej 
kobiecina, ale zainteresowała mnie, bo niby skąd wie, co jest grane.
I jeszcze kilka zdawkowych zdań i rozkleiłem się; a że kobieta w latach była, może dlatego
nie miałem przed nią żadnych oporów; 
- Tak, proszę pani -  rozkochała mnie dziewczyna do granic wytrzymałości,
mało tego - to był dla mnie ideał kobiecości, cudny głos, poezja, muzyka, trudno mi to wyrazić 
słowami,....wrażliwość na krzywdę ludzką...naprawdę trudno mi o tym mówić  ..
a przy tym różne jej  perturbacje rodzinne,  ..nie wiem.... tak zacząłem żyć jej życiem,
że moje problemy zmalały, a jej urosły do rangi jakieś tam....jej szczęście było ważniejsze od 
mojego. Nie oczekiwałem nic w zamian...nawet okazjonalnych prezentów sobie nie życzyłem 
tylko dlatego, aby oszczędzić jej kłopotów.. Kochałem ją bardzo  ..... budowałem w niej moje 
szczęście. Wszystko co mnie otaczało piękne, miłe, przyjemne wiązałem z jej osobą  ..   
...... wydawało mi się, że to ona wszystko sprawia - Moje Szczęście.
Trudno mi o tym mówić. Nocne rozmowy, pieszczoty, czułość w każdym miejscu,

telefony z pracy do pracy....  byliśmy z sobą zawsze i wszędzie -  jak nie przy sobie, to przy 
telefonie ..to była moja muza, moje szczęście, moje pragnienie, moje natchnienie.
Moje życie wtopiło się w jej życie, ja o niej wszystko wiedziałem,.... wszystko.....martwiłem się 
jej zdrowiem, wszystkim ....


No dobrze, ale co takiego się stało, że mówisz  w czasie przeszłym -
 
- Bo jakby umarła dla mnie nagle. Zburzyła mój spokój, moje szczęście, część mojego życia.  
Wczoraj usłyszałem; - "Ja nie mogę oszukiwać ciebie. ..ja kocham innego.."
Po krótkiej wymianie zdań dodała bardzo bolesną wypowiedź:-"Nie ty mnie będziesz oceniał".
A dotąd we wszystkim byłem Jej powiernikiem, pytała mnie zawsze o zdanie. 
Oniemiałem. W pierwszej chwili  myślałem, że się przesłyszałem. Potem myśli zaczęły kotłować 
się w głowie. W czym ja zawiniłem, co złego zrobiłem - gdzie tkwi przyczyna .....
.............wszystko się zawaliło.
 Myślałem, że mnie ktoś okradł z czegoś, ale zaraz doszedłem do przekonania,
 iż wolałbym zostać okradziony z wszystkiego, tylko nie  z miłości.
 Moje wszystko .. .
.... jak ja ją zdrobniale nazywałem, najpiękniejsze imiona Jej nadawałem  
Mój Kwiatek Jedyny, Niecierpek Kochany, Pyszczulek Złoty, Mordulka Śliczna  .i dziesiątki 
innych, całowałem ją tak czule jak chyba nikt przede mną ...  jej nóżki były całowane codziennie 
za to, że noszą tak kochaną osobę .. ..kochaliśmy się, że  ach .. słowa tego nie oddadzą  ......  
...zapewniała mnie, że przy mnie poczuła się prawdziwą kobietą.
             Ciężko mi, bardzo ciężko  .. i tak sobie myślę, dlaczego tak postąpiła,
w czym zawiniłem,.................  kiedy mi to przejdzie  .......

Z tego co słyszę, to tak szybko ci to nie przejdzie, pomęczysz się - ooooooj pomęczysz.
 
I widzę kobiet nie znasz -  serce kobiety potrafi też zmienne być- Proszę pani, na to 
wychodzi, ale po niej nigdy bym tego się nie spodziewał.
Ciągle zapewniała mnie jak bardzo mnie kocha. Przysięgała wierność, choć tego od
niej nie żądałem. Mówiła, że ja obudziłem w niej kobietę. Takie wyznania słyszałem często.
Że jestem mężczyzną jej życia, że jestem ponad wszystko... mówiła:-"ja ci jestem potrzebna i ty mi
  też". Choć ja początkowo zaprzeczałem mówiąc:-" Ja tobie może tak, ale ty mi nie".
I co się okazało..ano to, że jest odwrotnie - ja jej nie byłem i nie jestem potrzebny, a ona mi 
tak.Skrzywdziła mnie bardzo, strasznie, jeszcze chyba ja z tego nie zdaję sobie sprawy....za 
wcześnie.

    Jeśli mówisz, że ona cię skrzywdziła, to przykra historia, bo ta krzywda kiedyś do niej 
wróci. Może nie tak prędko, ale wróci na pewno. Krzywda ludzka niestety się mści.
  - Proszę pani, ja tego nie chcę, ona i tak w życiu sporo się nacierpiała.
 Trudno, ale takie są reguły tego życia - na nieszczęściu nie zbudujesz szczęścia
Ale mów, mów..będzie ci lżej. Mów jaka była przyczyna, że odeszła...
  
prozaiczna, nie zatelefonowałem do niej wtedy, kiedy tego chciała.

 
... zwykły, naiwny pretekst, a prawdziwy?
nie wiem. Może pieniądze, może lepszy seks, dotyk ....a tyle mówiła o miłości. W dzieciństwie jej 
nie zaznała - rodzeństwo było bardziej kochane od niej.W późniejszym życiu miłości w ogóle nie 
było. Miłość znała z serialu " M jak miłość". Dlatego chciałem jej tę miłość dać, nauczyć miłości.
I chyba udało mi się, ale nie na długo. Gdy zabawa w miłość się jej znudziła - chciała sięgnąć po 
coś innego. Miłości nie uszanowała. W genach niejako ta miłość jej nie pisana.  Wychowana bez  
miłości czuje się chyba lepiej bez niej.
Tak, tak może być. Powiem ci analogię - dziewczyna wychowana w domu, w którym ojciec 
notorycznie pił, tęskni w dorosłym życiu za takim mężczyzną, który nie będzie pił. Ale 
podświadomie szuka swojego mężczyzny, który będzie podobny do ojca. To jest paradoks i 
dramat kobiet. Bo w końcu  znajdzie takiego, który okaże się potem  pijakiem.
I podobnie może być  z tą miłością o której mówiłeś ...
- mówiła, że jest pechowcem, że jej życie, to pasmo pecha. Ja ją uczyłem jak zacząć wierzyć w 
szczęśliwy los. Była przy mnie szczęśliwa. Ale teraz  zaczynam i ja wątpić - może rzeczywiście 
ona ma pecha życiowego, bo znów wybrała sama ... a ja wiem, że odtrącając mnie popełniła błąd.
Wie pani co - polubiłem panią i dlatego tylko pani pozna moją tajemnicę- nikt inny, otóż miała być 
między nami taka  szczególna, wyjątkowa chwila. I na tą chwilę- ja marzyłem i to miało być 
spełnione - gdy ona miała zbliżać się do mnie ...mogło to być tu w tym parku, albo na ulicy w 
środku miasta, gdziekolwiek - ja  miałbym przygotowany dość duży worek płatków polnych 
kwiatów - bo uwielbiała polne kwiaty - gdy ona chciałaby zbliżyć się do mnie, ja cofając się 
rozsypywałbym przed nią te kwiaty tak, że ona musiałaby stąpać po dywaniku kwiatowym .....tak
 szła by 10-20 może 30 metrów - do mnie ...moje Szczęście. To miała być kilkunastosekundowa 
alegoria retrospektywna pt."Jesteś mój, a nie mogę cię dotknąć".  Niestety, marzenia miłosne ... 
pozostała mi rozpacz, niemoc, bezsilność i beznadzieja.

Piękne; -masz coś ciepłego w sobie. Ale już tak nie rozpaczaj, że coś się skończyło,   tylko 
się ciesz, że dane ci było przeżyć tak piękne chwile, tak wielką miłość 
 
- To mnie nie pociesza. Tak można pisać w książce z aforyzmami.
Ja ją bardzo kocham, i choć jest już z kimś innym, dla mnie będzie wciąż tą jedyną i nie potrafię 
 cieszyć się z tego co było, tylko rozpacz we mnie jest, że coś się skończyło. Straszna rozpacz ..

"Kobieta, to najcudowniejsza istota na świecie"
"Spośród wszystkich sposobów, jakie ci wskazuje mądrość dla 
osiągnięcia szczęścia, najskuteczniejszym, najpewniejszym
 i najsłodszym jest przyjaźń". 


       Epikur 
"Smutek to najgorsza pora dnia". 
              
Pola Gojawiczyńska 
    Te wspominki są autentyczne i nie wiem czy kogoś zainteresują, ale to sekwencja z naszego 
studenckiego życia - Bożenki i Wiktora.
Początki naszej miłości nie były wolne od różnych dąsów, certowania się i rozstań. Głównie z 
mojej przyczyny. Zazdrość odgrywała tu niemałą rolę.
       O ile dąsów nie pamiętam, to jedno rozstanie tkwi w mojej pamięci dokładnie.
Poznaliśmy się w maju, a późną jesienią rozstawaliśmy się i to mojej inicjatywy, bo coś tam
nie pasowało mi, odbiegało od mojego ideału. A że mój koziorożcowy charakter swoimi ścieżkami
 chodzi, to wbrew mojemu uczuciu, wbrew temu, że Bożenkę mocno już wtedy  kochałem, 
zdecydowałem o rozstaniu się. Pamiętam wieczór, przenikliwe zimno, kortowski park, Bożenka 
miała ubrany płaszczyk koloru szmaragdowego i rączki trzymała w kieszeniach płaszcza.  
 Na nogach mimo zimna półszpilki. Oboje staliśmy. Pamiętam, gdy argumentowałem swoje "racje"
 o rozstaniu, Bożenka o dziwo, nawet nie prosiła mnie, abyśmy nadal pozostali razem. 
Wypowiedziała wtedy znamienne jakby prorocze zdanie:- "Ja wiem, że w życiu będę 
nieszczęśliwa". Odebrałem to jako pretekst, który miałby jednak zaważyć o nie rozstawaniu się. 
 I na temat tej wypowiedzi dłużej porozmawialiśmy, bo niedola ludzka nie jest mi obojętna i nigdy 
nie była. Na koniec Bożenka powiedziała:-"Życzę Ci abyś w życiu był szczęśliwy".
     To zabrzmiało dla mnie groźnie, gdyż oznaczało, że  Bożenka godzi się z rozstaniem, a 
tymczasem ja gdzieś tam w środku, w swojej miłosnej kalkulacji liczyłem, że wszystko powróci 
po jakimś czasie do normy.
Po tym rozstaniu dopiero wtedy zrozumiałem, co to znaczy igrać z uczuciem."Rozchorowałem" 
się  na chorobę miłosną na dobre. Kilka nocy nie przespanych, apetytu brak, studiowanie jakoś 
dziwnie zaczęło być mi obojętne, jednym słowem cierpienia miłosne.
Nie wiem jak to rozstanie długo trwało, przypuszczam, że może nawet 1-2 miesiące. I w tym 
okresie takie pojawiły się scenki;    Gdy wybrałem się z kolegą z mojego pokoju na seans 
filmowy do kortowskiego kina "Student" 
 po wejściu na salę kinową i szukaniu swoich miejsc Andrzej w pewnym momencie powiedział:-  
- "Wiciu, twoja Bożenka tam siedzi" - gdy spojrzałem w tę stronę, Bożenka patrzyła wprost na 
mnie, a we włosach miała czerwoną przepaskę, czego nigdy u Niej nie widziałem. Wyglądała 
wtedy ślicznie. Przez cały film Jej spojrzenie miałem przed oczami. Po seansie starałem się nawet 
nie patrzeć na Nią- wiadomo jakaś tam ambicja. Niektórzy mówią, że tam gdzie pojawia się 
ambicja, tam nie ma już miłości. Więc może to nie była u mnie ambicja, a jakiś upór.
     Druga scenka-  poszedłem z kolegami na wykład - nie pamiętam z jakiego przedmiotu, ale był 
to wykład dla kilku wydziałów w auli Nowej Zootechniki. Szukaliśmy miejsc wolnych, które już 
tylko były w tylnych rzędach. Usiadłem i zacząłem się rozglądać, bo do wykładu została chwila 
czasu. Widownia w auli była pochyła - siedzenia z przodu usytuowane były najniżej.  Oczywiście 
kilka rzędów przed nami - czyli nieco niżej od mojego rzędu - siedziała Bożenka i jakoś dziwnie się
 wierciła, i zawsze miała jakiś pretekst, żeby obejrzeć się do tyłu.
         I bez jakiejkolwiek żenady patrzyła wprost na mnie.

          Też z tego wykładu za dużo nie skorzystałem.

 I trzecia sytuacja; Bożenki koleżanka z pokoju Irena spotkała mnie gdzieś na terenie Kortowa
i zagadnęła; co tam u mnie. Po wymianie kilku zdań, wiem że korciło mnie zapytać o Bożenkę, 
ale ambicja/upór był silniejszy. Nie mogłem, no bo gdybym zapytał o Bożenkę, to Bożenka by się 
dowiedziała, że ja o Nią pytałem. To odpadało. I o dziwo Irka sama niby niechcący powiedziała, 
że Bożenka od dłuższego czasu choruje na ciężką anginę. Gorączka itd. I tu pękłem, dalsze 
udawanie obojętności nie było możliwe. Gdy Bożenkę odwiedziłem -  pamiętam żadnej 
dziewczyny nie było w pokoju, a Bożenka biedulinka leżała rzeczywiście plackiem. Co ja wtedy 
nie robiłem - z delikatesów w mieście woziłem między innymi soki owocowe w puszkach 
Pineapple Juice- sok ananasowy. Dziś Hortex wszystkie sklepy zarzucił takimi sokami, a wtedy 
tylko w Pewexie lub delikatesach.
No i miłość wyrwała się ze sznurów. Potem już takich rozstań nie było, choć jeszcze różności się 
zdarzały. Z perspektywy ponad 48 lat naszego wspólnego życia stwierdzam, że Bożenka proroczo
 przepowiedziała nam przyszłość- Jej nieszczęście i moje szczęście, bo jakkolwiek sm bardzo 
zmieniło nam życie, to ja jestem szczęśliwy.  Choć momentami zdaję sobie sprawę z względności 
 tego szczęścia.A Bożenka jest bardzo nieszczęśliwa. Prorocze słowa z 1963 roku.
Bożenka
     Córka moich znajomych 10.10.2005 w swoim statusie na gg napisała:

    Miłość jest jak kwiat, kwitnie i więdnie=(((buziaki dla...:*:*

Gdy to przeczytałem, zastanawiałem się kilka razy, dlaczego wówczas jeszcze 14- letnia 
Beatka nie znająca  prawdopodobnie nawet smaku namiastki prawdziwej miłości upodobała 
sobie taką myśl. A może innej nie słyszała, a może ta jej  po prostu  przypadła do gustu...
     Bo wymowa tej sentencji jest  efemeryczna i pesymistyczna. Jeżeli dziecko taką myślą 
będzie żyło, to być może jako kobieta, takiej miłości będzie oczekiwała i taką miłością będzie
 obdarowywała. Krótką, przemijającą, szybko więdnącą. Czyżby pojęcie najwspanialszego
 i najwznioślejszego na tym świecie uczucia miało się zakodować w bardzo delikatnym 
sercu tego dziecka w takiej postaci ... ?
        Być może, wokół niej prawdziwej miłości nie było i nie ma ......  

              Ja też na swój użytek mam swój ulubiony aforyzm - bardzo bliski temu powyżej,  
 ale jakże  optymistyczny: 
         Miłość jest jak kwiat, im troskliwiej pielęgnowana,
         tym dłużej kwitnie.

Szkoda, że Beatka nie trafi tu na moją stronę. Może te skromne  przemyślenia choć w 
malutkim stopniu przyczyniłyby się do ubogacenia  jej dorosłego życia.
 Bo prawdziwa miłość nie więdnie. 
       Ale jak tu wymagać wiedzy o życiu, o miłości - od dziecka, skoro i dorośli mają na ten 
temat często mgliste pojęcie. Mylą miłość z  dobrem materialnym, uczucie z kalkulacją.
   Nie znają, albo nie chcą znać  prawdy o miłości.
     A o niej największe autorytety mówią jednoznacznie:
   
 "Miłość zaczyna się rozwijać dopiero wtedy, gdy kochamy tych,
     którzy nie mogą się nam na nic przydać." 
                        Erich Fromm
  
         A ileż  pretensji słyszą niektórzy, że co z tego że mnie kochasz jak nie możesz mnie    
  wesprzeć, pomóc, ......a więc kalkulacja nie mająca nic wspólnego z miłością.
 
Z kolei 
 Mikołaj Kopernik, tak  mówi o miłości:

"Więź duchowa jest o wiele cenniejsza od bliskości fizycznej." 

  Ale to bogactwo duchowe jest dziś w bardzo małym poważaniu.
 Z reguły liczy się dotyk, bliskość fizyczna, seks. 
I nie dziwię się, że Beatka wybrała taką sentencję, bo kto ma jej nauczyć co to jest 
prawdziwa miłość, gdy często osoba dorosła nie wie, błądzi i jednocześnie jest przekonana o
 swojej słuszności. Szkoda mi tylko tego dziecka. A ilu takich młodych ludzi dorasta w 
przekonaniu, że miłość kwitnie i musi zwiędnąć. Wcale nie musi. Zależy to tylko od 
człowieka, od jego serca, od najbliższych, którzy temu 
dziecku wpoją  i nauczą  jak wygląda prawdziwe uczucie.

       
 "Kochać to znaczy zapomnieć o sobie". 
Seneka Młodszy

Ja już dawno zapomniałem o sobie, o swoim zdrowiu, o swoich przyjemnościach. Bo 
kocham miłością, która jakoś nie więdnie od 47 lat.
 I wcale nie jestem żadnym wyjątkiem.
Ale cóż ja na to poradzę, że wokół niewiedza, małość, duchowe ubóstwo.
      Co to jest miłość

Co to jest miłość nie pamiętasz
już nie przypomni ci jej
muzyka czysta i wino wieczora
nawet wiosenny deszcz
pod jednym parasolem
łaska jest łaską więc może być zabrana
czy to jest miłość wracać do początku
do dwóch zwiniętych w sobie rąk
i jeszcze głębiej w sen w którym wiruje
młodość obłędny snop pszenicy w tańcu
ale to nie to
to wezbranie krwi
a miłość to gdy odejmą ci słuch
i wzrok i głos i wszelkie siły
a ty
ty jeszcze idziesz chwaląc żniwo życia
i w środku samotności odnajdujesz
tak tam w środku jeszcze coś jest
czy to jest miłość


Anna Kamieńska
Zaktualizowano 11 września 2009
Ostatnia aktualizacja 16 listopada 2015
"Posiadanie znaczy mniej niż nadzieja".
       Władysław Tatarkiewicz