Wybranka                                   

w nogach ołów i wata  
dłonie z pamięcią ciepłych uścisków
czucie opaczne 
coraz namolniejsze 
tylko puls taki sam
bezbarwny 

dni i noce przemartwione 
w codziennym menu szczypta goryczy
wiosna inna - jakby we mgle
przedziera się wzrok
do wciąż zamkniętych drzwi

zagłębiona w migdałowej toni 
uśmiecha się 
na mlecznym szlaku
chce zmylić drogę
i nie powracać 
do pejzażu
z byle jakim horyzontem



               09.04.2011              
   Wiktor Mazurkiewicz
 
                       Nadzieja, wiara  i miłość

                gdy respirator trzymał twoje życie
                by nie uciekło tam  na drugą stronę
                a rozpalone ciało i blade powieki   
                dławiły nadzieję
                ja rozmawiałem z Tym
                który daje i zabiera byt nasz ziemski kruchy
 
               Panie 
               w Twoim bezkresie  
               cóż wart jest pyłek życia mojej żony
               zostaw go jeszcze na chwilę 
               bo niczym on dla Ciebie 
               dla mnie wszystko znaczy 
               ozdrowiałaś

              wdzięczność oboje ślemy Opatrzności
              choć ty nieśmiałym zdrowiem patrzysz  
              milczenie teraz twoją mową - nieważne
              moja korona


     / W lutym 2006 r. Bożenka walczyła ze śmiercią na Oddziale Intensywnej  Terapii żyjąc    
    pod respiratorem przez kilka dni w stanie nieprzytomnym. Przy tym zapalenie  płuc,         
    obrzęk całego ciała, cukrzyca polekowa oraz na domiar złego - infekcja  groźną
 bakterią z     
    OIOM-u, odleżyny na głowie, na uszach i pośladku. Wróciła do domu z rurką                      
    tracheostomijną oraz przetoką żołądkową.Ten powrót do zdrowia ma znamiona 
    cudownego  ozdrowienia /
                                           Wiktor Mazurkiewicz       04.04.2006

          
  
              jak księżniczka

     nie ma paszportu
    inne dokumenty mają starą datę
    nie ma komórki i jedenastu par spodni
    nie jeździ drogami szybkiego ruchu


    cicha wierna w skromnej spódnicy
    włosy przyprószone nigdy nie zafarbowane
    pewna siebie dostojna
    mieszka w komnatach z dwoma przedsionkami
    i zastawkami - na wszelki wypadek
    zdecydowana na wszystko - na dobre i na złe
 
    
 Wiktor  Mazurkiewicz  
       11.2005

                 Tamte chwile

                           Kobiecie mojego życia
            chciałbym
         usłyszeć muzykę twojego głosu
         szeptanych chwil
         biegnących w nieznane 

         iść razem 
         gdziekolwiek przed siebie 
         na rękach niosłoby nas lekko 

         byś mogła poprawić mi kołnierzyk 
         o czystej chusteczce przypomnieć
         myślom że mogą zabłądzić 

         na dzikiej plaży 
         zazdrosne mewy 
         mieszałyby szum morza z krzykiem 

         chciałbym wyjść tobie naprzeciw 
         problemów odjąć byś nie dźwigała  
         w mono toni potoku   
                                * * *
         zachód bywa nawet złocisty  
         nam przypadła szarość 
         to co niezwykłe odeszło
 
         więź i powroty kolorowe
         taki krajobraz
         na finał banalny


                                  Wiktor Mazurkiewicz    31 października 2005
   

         
    Slajdy

          kwiatku  uśmiechnięty
          zatrzymany w kadrze
          czy to ty
          wciąż nie więdnący

          kiedy to było
          wczoraj
          rok temu
          a może mi się śniło

          nasze życie oszukał czas
          niby wolno płynął
          przyszłość wciąż odsuwał  
          a kroplę do kropli dolewał w nas 

          dobrze że są te slajdy
          tak jakby nic się nie zmieniło
          patrzysz na mnie obejmujesz
          a może to we śnie jesteś ty 

         na jutro nie czekam  
         do kosza wyrzucam
         żyję tym co za mną
         srebro tu się kłania



                 Wiktor Mazurkiewicz    
                         8 maja 2006      

            
 Widzą, mówią, czują

                      mojej Bożence 

       niebieskie ufne otwarte szeroko      
       żadnego skosu naturalna linia     
       kiedyś mój ojciec usłyszał  
       - piękne oczy ma pana synowa   

      czas wszystko zmienia  
      one takie same 
      już bez kokieterii bez radości 
      zbratane ze smutkiem 
 
      nie dla nich szeroki świat  
      szmaragd morza spienionego   
      patrzą dziś beznamiętnie  
      pejzażem cztery ściany i ja  
                
      teraz mową niewyraźny szept  
      gdy odebrano sens głosowi   
      widzą mówią czują   
      wciąż posłuszne życiu  



             Wiktor Mazurkiewicz 
              25 kwietnia 2006 
 
   Z autobiografii

 Kortowo - maj
wschód mojego słońca 
figle żakowskie troski błahe 
pożegnanie samotności 

to nie było pierwsze wejrzenie 
lecz wszystko pierwsze się spełniło
studia dzienne bez notatek 
po wieczory zakończone brzaskiem

wakacje praktyki i koszmar rozłąki
dwa listy pisane czerwono codziennie
sesje egzaminy cisza biblioteczna
na stole książki pod splecione ręce

    * * *
do dziś dereniowym łykiem scaleni
pogodą i wiarą w przyszłość
ukrytych szans coraz mniej              
jeszcze się tlą i płomień też 

los chybił rzucając chorobą w nas 
nie wyrósł żaden chwast w ogrodzie  
wędrówka we mgle droga wyboista 
coraz częściej oznaki zmęczenia 
    
wytrwamy 
do celu nie tak daleko 
dzięki Bogu wciąż razem
    w każdej pogodzie
 

                 Wiktor Mazurkiewicz                  
 14.10.2005
 


                       Bez skrupułów

                 wybudzona z głębokiej zadumy
                 przeciera zaspane powieki
                 rozsiewa myśli wygłodzone 
                 kolorowieje 

                 z wierzbowych witek 
                 zakręca bazie
                 krysie anki
                 tu przylot tam odlot

                 sercom dostraja rytmy
                 radość dnia przelewa do nocy                        
                 rozpina klamrę marzeniom  
                 w odurzającym każe trwać splocie 

                 niestety dobiega nasz czas                            
                 - szkoda że odchodzisz tak wcześnie
                 i  zabierasz to wszystko
                 bezpowrotnie bez litości 

  
                          Wiktor Mazurkiewicz
                            24 maja 2006   
  

Też życie

odklej wzrok od zegara
lepsza jasność okien
       nie rysuj paznokciami skóry
gładszy papier pościeli

 gdy zator usunięty
nogi podkurczone
na prawym boku
spełnia się życie

 promyk cię ogarnia
pokój radośnieje 
łap chwilę południa
nie myśl o mroku

anturium na stoliku
 zawieszony uśmiech
odleżyny czyhają 
 cierniowy szlak


06.06.2006
Wiktor Mazurkiewicz
 


                       
 Darowi od Boga


          systematyczny acipenser sturio
          talerz zdradza jego szlachetność
          a twoją? - klepsydra? epitafium?
          in memoriam? - nie   
          krzyż od dawna 
          zaparłaś się siebie  
          naśladujesz  


    
           / Bożenna - imię słowiańskie, znaczy - dar od Boga,
          acipenser sturio - w systematyce ryb, jesiotr zachodni /
 
             Wiktor Mazurkiewicz  
           08.06.2006
  Wiersze - następna strona
Nasze kwiaty

Aktualizacja 16 listopada  2015
Moja Śliczna

Wiersz 
Wybranka zawarty jest 
w tomiku "ad libitum"
 wydanym w 2013 roku
 Mój wiersz dla Bożenki
 
Pod zakrytym niebem 
znajduje się w tomiku 
Hrabianka Truszkowska
wydanym w 2015 roku