Trzeci tomik - 2011
              Potpourri z naszej wioski


sierpniowe wędrówki po ledwie co poznanym,
kwitnące mokradełko, jabłoniowy sad;
kaczki jabłkami się faszerowały, my półsłówkami.
rumieńce z drzew spadały w nas, a ty wciąż głodny
szukałeś czegoś jeszcze 
                                           *

oczarowany laskiem bulońskim (ten obok salki katechetycznej). 
w ciepłym deszczu korona z liści i zielonych słów spinała 
żywioł. meandrował coraz bardziej. 
                                                       
                                           *
ksiądz kanonik co tydzień wychodził z księgi rodzaju, zapamiętałam:
odłącz się ode mnie! jeżeli pójdziesz w lewo ja pójdę w prawo,
a jeżeli ty pójdziesz w prawo, ja - w lewo. 
dziś ja wychodzę;
- nieraz trzeba oddalić się, by zapachniała bliskość.
         Niedostosowana


lasy ogrody ptactwo - wszystko rozgadane
za płotem w słońcu rozbrzęczana facelia 
sielskie klejnoty nad nią
grzechotka też nie próżnowała 

pąki 
w kolorach wstydu zachwytów i dąsów

kwitnie 
bajek już nie czyta freuda jeszcze nie 
rozumie - świat kręci się wokół niej
na wszystko patrzy z góry
na którą ciągle się wspina 

kształty matematyczne
akustyka doskonała
tylko wysyłane fale nie wracają
        Noc śpiewna a cappella


czyś szary czy rdzawy, może podróżniczek,
lubisz niski parter, wilgotne runo
w maju. twoje szczyty w dźwięki ubrane, 
wysoko wibrują nad nimi.  
 
w tej bajce rozpiętej misternie jest coś, 
co zakłóca jawę, znosi grawitację.

oni szybują niemal po omacku,
wznoszą się i wznoszą,
w gorączce niemierzalnej 
wolno i pewnie, bez chęci powrotu.

swoje szczyty położą na ściółce.
             Wędrówka


to były dwie wolne ścieżki 
wijące się w tłumie beztrosko
po bokach sterczące korzenie
bałamutne doliny 
jak gałęzie gdzieś do pnia biegnące 
 
złączył je główny szlak
czerwony zaobrączkowany 
rozpostarte skrzydła nad 
zielenią malowane widoki
puszyste kobierce zatrzymywały krok

prowadził w uśmiechu - na wprost 
zapatrzone nie wiedziały
czy tam golgota
czy wniebowzięcie 
              Zachody


choć kiczem słońce za lasem
w zmierzchu wybarwia sens
uskrzydlonych budzi do lotu  
pnie przestają być głuche 
koncert na organy 
wszystkie - oczy mogą być zamknięte 

rozpaleni szeptem  
suną w ciemno pierwsze tany  
sploty trele już na dobre
podniebienny rytm

wzwiedziona muzyka ma słońca własne
nie ma batuty - granie a vista
w jasnej tonacji mozaika wzbudzeń
sięga wierzchołków
opada w ciszę 

do następnej uczty  
co znów zapłonie 
za lasem
                    Harmonogram


rano.
na stole ważniejsze od tuszu, szminki i cieni 
- modelowanie dnia.

przedpokój.
wyrocznia nie jest ślepa
- mini za bardzo mini, ściągasz w dół.
z nutami różowego pieprzu i peonii,   
ulokowana w swoim stylu,
wychodzisz. 

ta czarna przy oknie znów da ci popalić,
akonto na konto tak prędko nie wpłynie,
za pięć dwunasta na pewno dywanik,
z biurka dwa dni za wcześnie
wyfruną skrzydełka.  

gdy dzień już zgarbiony, 
smog napalonych myśli
modeluje resztę chwil.instynktownie drzwi 
otworzę,
nie będzie nikogo 
ważniejszego.   
  Poławiacz pereł


marzenia
potem obsesja
- ubrane obce ciało

bał się głębokiej wody
spróbował 
i stało się - olśnienie
niepowtarzalne
wymagania z kaprysami
wciąż można podziwiać

jak muzyka bacha 

ósme niebo 
już nie obce
         Mała suita na cztery ręce


wyświechtany akademik 
przy hałaśliwym skrzyżowaniu z fasadą
nakrapianą piskiem pyłem i smrodem na dachu 
ustawiczne remonty z głośnym wulgarnym spoiwem
nawet sprzątaczki krzykiem zacierają kurze
łapki też
                         
tułacze
z brudnopisem i dyktafonem 
szukający piątej istoty 
najczęściej znajdują drugą

i zaklęcia ciszy
aby ją zamówić

wystarczy klucz 
od środka przekręcić walc
na przykład z baletu chaczaturiana 
maskarada na niby 
zagłuszy 
                    Oczekiwanie


od wielu tygodni pustka
trudno wypełnić wieczór - pomyślałem
o leśmianie  karpowicz
- zerknąłem w 
poezję niemożliwą 
 
prosiłem żeby przyszła że warto 
nie odpowiedziała

późną nocą 
odwrócone światło  oświetlało ramę 
kopia wypatrywała oryginału z którego pozostał tytuł
tylko zerkał na kalki logiczne 
rozumienie męczyło

o brzasku znów
przyjdź - prosiłem - ścieżki nie mogę odnaleźć

szum odpływał 

wreszcie pierwszy wers 
- cóż to za trudna pustka co wypełnia się w ciszy
                W kolorze wyblakłego różu 

niewinne zaklęcia cicho wykrzyczane. szlaki wędrowne
bez oznakowania. najpierw na bosaka potem pod obłokiem
pragnienie było jedno - wszystko co stoi musi się przewrócić. 
przewracało się, przewracało często
przywracało

pociąg do warszawy
wlókł się i trwał długo; droga powrotna - o dziwo
-- zawsze znacznie krótsza. jeden, drugi, na trzeciego brakowało
czasu. kamuflaż - zmiana oddechu na miętowy, 
zimne lusterko na rozpalonych policzkach. drętwe myśli,   
nie wymagały chłodzenia dywagacje przekombinowane. 

 wiele razy śpiewano - 
nie jesteś sama
szkoda, że słów tych nie zapisano 
aktem notarialnym. 
Marzenia miłosne /inne niż F. Liszta/


z dnia na dzień coraz bardziej
szamoczą się w as-dur

co za magiczna poczekalnia ciągle tam wraca
patrzy na puste krzesło pod oknem
mógłby tak nieskończenie  

bluzka - wpięty fioletowy aster
co kazał wierzyć w bieg 
szczęśliwy nawet wtedy
gdy kategorycznie mówiła - nie
- dziś na pewno nie

więc czekał do północy aż skończy się dziś
i skończyło 
delikatny klosz rozpinany z przodu
rozmazany makijaż
szparka w uśmiechu

takie natrętne majaki
chropawa bezsenność
i poczekalnia 

będzie czekał
bo piękne w as-dur nie może się skończyć
        Zapach chleba 


brzoskwinie w kwiatostanie 
obietnice złudzenia
oddech targany pokusą
- płonęła beztrosko

tuż obok rozedrgane myśli
jedwabny tunel i odlot
w zaciszną przystań
w zapach chleba  
  
zakręceni
słyszeli tylko siebie
rytuał - wstąpili na twardy grunt
 - tak mniemali 
a to była ziemia piaszczysta
ubita na różowym skrawku

                         * 

ozdobny łańcuszek przepracowany 
na ciężki szary łańcuch 
zakładka uwięzła między kartkami 
w księdze hioba
chleb taki sam

czasami czoła jaśnieją  
od złudzeń co pęczniały z obietnic
mocy tajemnej czerwonej przepaski

we włosach
Ciągle pamięta zapach black tourmaline


zwiastunów nie było  
pojawił się nagle
zapach kadzidła 

zaczął grać role najbardziej dziwaczne
mroczki i narodziny tej jedynej 

co ubierze gładką sukienkę
już w złote groszki obrasta
ledwie etiuda klawiaturę muśnie
już upięte włosy rozpływają się w ramionach  
stęsknionej bieli wtedy nikt nie pytał  

jesteś chorobliwie zapatrzona - mówili - wyluzuj

biedna
w bujającym się kłosie widziała piękne ziarno
lecz ono nie chciało tego kłosa
opuścić 
                Taki starzec Zosima


zadumany usłyszał:
- już tylko leży, ledwo oddycha, 
właściwie rzęzi, a przy nim cały czas  
to maleństwo śmieje się, beztrosko bawi,  
jakże trudno mi na to patrzeć;

na to starzec:
- kontrabas z perkusją ciężko, choć miarowo dyszą,
a pianino dziecinnie szczebiocze w górnych rejestrach, 
ta harmonia dotyka niebios. 
Tomik zawiera 37 wierszy,
poniżej - wiersze wybrane.
                          Późne lato


potrzebowałaś dziesięć żab na ćwiczenia z fizjologii
przyniosłem dziesięć i dodatkowo sto tysięcy 
żabulek szeptanych do ucha

puste audytorium rozjaśniały promienie
przy pianinie na krótko pojawił się gershwin  
człowiek którego kocham  pozostał na dłużej
tylko nas związało na amen

rozgrzane szczyty wolno stygnąw lekkim powiewie nici pajęcze
niosą tam do miejsc gdzie wieczór
krył się za drzewami

już na dobre słychać strojenie
do innej muzyki - w tonacji moll
zatopieni w barwnym zamyśleniu 
wciąż słyszymy lato 
     Strefa nader wrażliwa

kiedyś gdy czytał pascala pomyślał 
- oprócz tego nie ma nic

czwarty fakultet chodzi za nim
rozjaśnione horyzonty  
odczyty książki laudacje
i ona
zawsze świeże margerytki 
wdzięki figlem kraszone
bajeczne omamy na koncertach 
tylko makijaż z ostrym cieniem 
niedosytu

w tym przedmiocie - mówi 
- niewiele mam do powiedzenia  
podobno jest coś takiego w istocie  
rzeczy samej nie badałem 

woli z teorią hulać po bezkresach
niż praktykować w rzeczy
drugi tomik - 2009
tomik debiutancki
Aktualizacja  15 kwietnia 2014
Aktualizacja 07 listopada 2015
wikmazur@op.pl
Czwarty tomik - 2013
Tomik w PDF
Piąty tomik - 2015