*p r z e p l a t a n e* 
"Kto biednemu daje, ten Bogu pożycza"

"Co ubogim damy, u Boga mamy"
                                                                                                                           
Przyslowia XIX wieku
              Śmietniki

Morze pryska chłodną pianą
człowiek w długim palcie
grzebie w śmietniku

Brzoza wybuchła biało
człowiek wydłubuje z błota
butelkę po piwie

Ziemskie piękno kurczy się
i jest zdarte jak zasłona świątyni
stary człowiek
opuszczony przez dzieci
na kupie nawozu
trzęsie mu się szczeciniasta broda
łza odnajduje swoje prakoryto

Naródź się Jezu krzycz
noworodku naga prawdo
na przegniłej słomie

       Anna Kamieńska
Bezimienny

Dała mi złotówkę mama,
Bym zobaczył panorama.
Idę ulicą Miodową,
A wtem starzec z siwą głową,
Obraz nędzy i rozpaczy,
Prosi o wsparcie bogaczy.
Przeszli dumnie ci i owi,
Nic nie dali nędzarzowi.
Tak mi się go żal zrobiło,
Że choć nowość widzieć miło,
Wyrzekłem się jej dla cnoty
I dałem starcowi złoty.
Lecz kto jestem? Jak się zowię?
Nikt ode mnie się nie dowie;
Bo mi ojciec mawiał:  Synu!
Nie chełp się z dobrego czynu.

 
Stanisław Jachowicz /1796-1857/
Dorobek literacki Jachowicza obejmuje około 800 utworów 
wierszowanych dla dzieci   głównie bajek i powiastek.
 Jest pierwszym pisarzem polskim, który zaczął pisać
 wiersze dla dzieci.
              Proszący o jałmużnę  pocałował mnie w rękę

                
 " Co 3,6 sekundy na świecie ktoś umiera z głodu .W Polsce bieda dotyka 23 mln Polaków.
5 milionów osób żyje za mniej niż 10 złotych dziennie. Na jednego bogatego w Polsce przypada już 300 
biednych. Wśród dzieci zdarzają się przypadki omdleń z głodu podczas lekcji. Zdarza się, że uczniowie 
zjadają resztki śniadań przyniesionych przez kolegów. Są dzieci, które przyznają, że jedynym ich 
powodem chodzenia do szkoły jest talerz gorącej zupy, którą tam dostają. Bieda nie ogranicza się już 
tylko do wsi i małych miasteczek na prowincji. Głoduje się w Krakowie, Warszawie, Olsztynie i wielu 
innych dużych miastach".

I tak można mnożyć wiadomości o biedzie, która widoczna jest coraz częściej gołym okiem na ulicach 
naszych miast, gdzie widok osoby klęczącej i proszącej o kilka groszy staje się trwałym elementem 
krajobrazu. 
Osoba prosząca o jałmużnę - rzadkość za czasów minionej epoki PRL-u, dziś codzienność.
Jak zachowujemy się w tej nowej codzienności, otóż różnie w zależności od naszych przekonań, 
doświadczeń, od stopnia empatii jaką posiadamy, a może od nastroju, może od pogody...?
Często widząc taką osobę odwracamy wzrok w inną stronę, albo przyśpieszamy kroku udając 
pośpiech. A jeśli już nawet widok osoby klęczącej nas wzruszy, to zanim do niej dojdziemy nasuwa 
nam się mnóstwo skojarzeń:
- właściwie jest jeszcze na tyle młody, że może popracować i zarobić na chleb
- mnie się też nie przelewa, niech mu da ktoś, kto zarabia więcej ode mnie
- tak, ja mu dam, a on pójdzie i to przepije
- podobno kiedyś taki żebrak jak zmarł, to znaleziono w jego mieszkaniu ogromne pieniądze
- już raz ode mnie dostał, teraz niech mu ktoś inny da
- najłatwiej żebrać; ma zdrowe ręce i nogi to niech poszuka pracy
 

I wiele, wiele innych tłumaczeń znajdziemy dla naszej argumentacji, aby tej osobie  coś dać lub nie.
 Bardzo często gdy widzę osobę wyciągającą rękę o jakiś grosz,  przypominają mi się ewangeliczne 
przypowieści, zwłaszcza ta o bogatym młodzieńcu / Ewangelia wg św. Marka/
 
 
"Gdy wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, pytał Go: - 
Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne? - Jezus mu rzekł:  - Czemu nazywasz
 Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie 
kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę. On Mu rzekł: - Nauczycielu, 
wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości. Wtedy Jezus spojrzał z miłością na niego i rzekł 
 mu: - Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w 
niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną! Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał 
bowiem wiele posiadłości."


Podobnie większość z nas zachowałaby się, przecież nie zabijamy, nie kradniemy, szanujemy rodziców,
 do kościoła chodzimy - wszystko OK. Tylko spróbujmy sprzedać to, co mamy i rozdać ubogim .. oh, 
to już trudna, prawie niemożliwa rzecz. Ja też nie sprzedałbym tego co mam, bo zasiliłbym grono 
 biedaków. Zatem jeśli nie mogę czy nie chcę sprzedać tego, co mam, to może wyciągnąć z kieszeni,
 z portmonetki kilka groszy i dać temu ubogiemu.
         Ja właśnie od jakiegoś czasu dojrzałem do takiej filozofii i daję prawie każdemu biedakowi jakiś   
drobny grosz. Prawie każdemu, gdyż niektórzy to ewidentni naciągacze. Piszę o drobnym groszu choć 
nieraz nie jest on taki drobny, ale to w przypływie wyjątkowej aury. 

    W lutym i marcu 2006 roku jeździłem codziennie przez 6 tygodni do Bożenki, która leżała w ciężkim 
 stanie w szpitalu. Aż w końcu nadszedł taki dzień, że stan zdrowia Bożenki zaczął ulegać wyraźnej 
poprawie. Niesamowita radość ogarnęła całą moją świadomość bytu.  I właśnie idąc na przystanek  
tramwajowy mijałem mężczyznę, który zawsze w tym samym miejscu klęczy. Karnację i ubiór 
ma południowca. Tym razem dając mu drobną monetę zapytałem z czego żyje, czy ma rentę, dzieci itd. 
Powiedział mi, że pochodzi z b.Jugosławii i teraz zbiera na bilet do swego kraju. Język też  zdradzał    
obcojęzyczne jego pochodzenie. W końcu powiedział, że zaprasza mnie do swego kraju. 
Podziękowałem za zaproszenie i powędrowałem na przystanek.
              Czekając na tramwaj szybko zrobiłem rachunek sumienia  i stwierdziłem, że jeśli stać mnie 
na zakup co jakiś czas kosmetyków o wartości kilkuset złotych, tudzież dobrego koniaku - też nie za 
byle jakie dziesiąt złotych -to dlaczego nie mam dołożyć się temu biedakowi do zakupu upragnionego 
przez niego biletu do jego ojczyzny. Wyciągnąłem portfel i dałem mu 50 zł.
     Byłem zadowolony z tego wydatku. I zawsze mówię i tłumaczę innym -  ja nic nie tracę dając 
biedakowi, mam satysfakcję i tylko mniej o 
 kilka złotych w kieszeni. Wtedy też nic nie straciłem, tylko dołożyłem swoje 50 zł potrzebującemu do 
kupna upragnionego biletu.Po kilku dniach, gdy znów temu mężczyźnie wrzucałem do plastikowego 
kubka - tym razem - 2 zł, znienacka chwycił mnie za dłoń i pocałował.
 Oniemiałem, rękę wyrwałem, ale było już po fakcie.  Długo myślałem o tym  incydencie, było mi 
głupio.A działo się to w centrum miasta. Po prostu "obciach" :-)

     W tym miejscu powie ktoś: - "Tak, ty mu dałeś na bilet, a on wieczorem zrobił sobie niezłą balangę 
zakrapianą alkoholem".
 Trudno. Jeśli tak nawet stałoby się, to już  jego zmartwienie lub satysfakcja, że udało mu się mnie 
 oszukać. Ja mam czyste sumienie.
    Jeśli spośród wielu biedaków znajdzie się jeden, dwóch nieuczciwych, to ich sumienie będzie miało  
problem, moje nie. 
Chrystus powiedział:-"Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim,..." 
     Przecież nie będę analizował każdego proszącego o jałmużnę  pod względem stopnia jego ubóstwa  
 czy uczciwości. Jeśli klęcząc prosi, to według mnie  znaczy, że jest ubogi.

Więc zapamiętaj:

1. Jeśli widzisz biedaka, nie bądź obojętny i daj mu najskromniejszy grosz.
   Nic nie tracisz, tylko zyskujesz  podwójnie -  jego wdzięczność i według ewangelii -
   " ...  będziesz miał skarb w niebie".

2. Jeśli masz wątpliwości odnośnie do ubóstwa osoby proszącej o jałmużnę, porozmawiaj z nią, 
    zapytaj gdzie mieszka, czy ma rodzinę. Bardziej przekonasz się do słuszności swoich  poglądów.
 
3. Ubóstwo było, jest i zawsze będzie. Tak zbudowany jest ten świat. Ciesząc się, że to nie ciebie   
 los wyznaczył na biedaka, wspomóż biednego drobną monetą.
                                            Ludzie i nędza 
                                           /fragment skrótu/

Po krysztale śnieżnej drogi,
Oświetlonej gwiazd odblaskiem,
Mknie się sanek poczet mnogi,
Z brzękiem dzwonków, z biczów trzaskiem,
I woźnice z krzyku chrypią,
Gdy na końcu są w przegonie,
Wartkie sanie piszczą, skrzypią,
Wyciągnięte parszczą konie.
Gdzie tak śpiesznie? I to w nocy?
Może nędza w której stronie
Z łzą wygląda ich pomocy
I na szczodre czeka dłonie?
Może wzywa ich rodzina,
Szczerze ścisnąć z dawna rada?
Nie ten cel to i przyczyna:
To zabawka - to szlichtada!

Hejże, pędźcie, a w przegony!
Cóż, że wicher mrozem wionie,
Cóż że śniegiem świat zamglony,
Gdy z was każdy w futrach tonie!
Gdy z was każdy, za powrotem,
Po wieczerzy i po winie 
W miękkich łożach strojnych złotem
Na noc w puchu z głową zginie!
Ej, wam dobrze! ej, wam ciepło!
Lecz spojrzyjcie na bok drogi:
Tam i życie już przykrzepło,
Tam drży nędza, tam głód srogi.


Patrz! Tam nędzarz w zimnym dole
Wśród śnieżystych drżąc tumanów
Psa wiernego i pacholę
Tuli w resztę swych łachmanów,
 W dziecię oczy wrył tułacze,
Ręką objął psa za szyję ...
Ależ głodne dziecię płacze,
Ależ i pies z głodu wyje. Hejże, pędźcie, a w 
przegony!
Cóż, że wicher  mrozem wionie,
Cóż z was każdy w futrach tonie!



Dałbym mu co - jeden rzecze-   
Niewygodnie  spać na śniegu,
Przykro głodnym być, nie przeczę 
...Ależ wstrzymać sanie w biegu?
Puścić naprzód całe grono?
Zmniejszyć wartość swoich koni?
Nie podobna! "Prawda, żono?" 
"Prawda,mężu". - "Jedź, Antoni!" 
Hejże, kruki! Szarpcie w sztuki
Tak litosnych ludzi!
Dla przykładu, dla nauki,
Aż ich Sąd obudzi!


"Biedny człowiek! - drugi woła - 
Rad bym ulżyć jego męce,
Lecz bez trwogi kto tu zdoła
Na mróz z futra dobyć ręce?
Dam mu wsparcie, lecz z powrotem,
Wszak dawałem biednym nieraz;
Tego wesprę, choćby złotem,
Lecz nie teraz, lecz nie teraz!" 
Ej, szatanie! Wywróć sanie!
Konie rozpędź w pole,
Niechaj z śniegu ma posłanie,
Drży jak to pacholę! /..../






Stanisław Bogusławski /1805   1870/
komediopisarz -  syn Wojciecha
Bożenka
Zaktualizowano 16 listopada 2015