Tomik w sztywnej okładce
 wydany w 2019 roku 
zawiera: 
72 strony, 63 wiersze 
oraz jedną rycinę.

Na tytułowej stronie 
 obraz "W słońcu" 1981, olej 
- autor Bożena Worwąg



Wydanie pierwsze
  Legnica 2019

Nakład 150 egz.

ISBN 978-83-952857-0-7

Recenzja  tomiku "Kanefora z defektem błędnika"
autor - 
Ryszard Tomczyk

Z  wdzięcznością odbieram przesłaną mi książkę poetycką Kanefora z defektem błędnika. Debiut poetycki. Tyle, że nie  podobna się nie zdumiewać, jako że dojrzałość, ba!   
- ranga artystyczna w żadnej mierze nie przystaje do kategorii debiutów.  Ma Pani prawo czuć się absolutnie wolna od jakichkolwiek kompleksów i skromności przynależnych 
twórcom stawiającym  pierwsze kroki. Zawarłem to już w kilku opiniujących zdaniach,  jakie zechciała Pani załączyć do książkowego zestawu wierszy (gratuluję pięknej 
edycji!). Nie mogłem się oprzeć, by całości nie połknąć i to za jednym, za pierwszym przysiadem, choć wierszy tak zagęszczonych metaforycznie i tak istotnych merytorycznie 
nie odbiera się od jednego razu. Cały wieczór smakowałem wiersze z 
Kanefory..., tzn. zdumiewając się ich poetyckiej prawdzie, znakomitemu współbrzmieniu ze sztuką 
współczesnego kreacjonizmu poetyckiego w jego najciekawszej odmianie i autentyczności wyrazu. Nie przywołuję tu nazwisk wybitnych poetów, z których czerpie Pani 
wyobraźnia poetycka, (bo przecież wszyscy piszący mają swoje rodowody) i jakie maski na twarz zakłada. Nie trzeba bowiem nawet subtelnego ucha, by stwierdzić, że jej  
wrażliwość poetycka, wyobraźnia i pojęcia o funkcjach sztuki słowa tkwią w filozofii i sztuce naszych czasów, poczynając od formacji symbolistyczno-modernistycznych 
i postsymbolistycznych jeszcze XIX w., jak i awangardy; w sztuce o ambicjach sprostania niepokojom czasów, kiedy padły wszelkie dotychczasowe wartości uwznioślające 
homo, z "wiarami" i "niewiarami" włącznie; w uwrażliwieniach i alergiach na samotność, w poczuciu obcości i nieukojonej tęsknocie do nieosiągalnej więzi.
  
         W wierszach tych nader często rozpoznajemy echa  neoromantycznej i modernistycznej poezji autorów sprzed wieku. Mówię o właściwej impresjonistom awersji do
prostackiej "jasności w temacie" i egzystencjalistycznych konstatacjach dotyczących relacji człowieka ze światem rzeczy i idei, tudzież o poetyckim kubizmie w sposobie 
budowania obrazów dla rozjaśniania tego, co z natury niejasne i wieloznaczne. Również o jakże charakterystycznych dla formacji neurotycznych 
(wszak człowiek
 współczesny jest neurotykiem) trwaniu w oczekiwaniu i ukierunkowaniu na echa płynące równocześnie ze świadomości i podświadomości, z imaginacji, 
i z "dna serca", z pamięci i wyobraźni. Bo wszystkie te znamiona stanowią o osobowości poetyckiej autorki.
 
 Uderzającą cechą jej osobowości poetyckiej (tzn. osobowości wyrażającej się w jej poezjotwórstwie) jest przekonanie, iż przeznaczeniem homo jest cierpienie za grzechy  
niepopełnione, zaś owo cierpienie ze skalą najoczywistszych wyrzeczeń objawia się w tyleż etycznej, co i estetycznej zasadzie powściągliwości. Wiąże się z tym przeświadczenie
 o konieczności pokory, która jest już ostatnim ocalającym ludzką godność nakazem czy samonakazem  moralnym. Skoro żadnej z wartości nas motywujących nie podobna 
obronić na gruncie rozumowania najeżonego przecież kontradykcjami i ambiwalencjami, zaufać należy zasadzie powściągliwości w pasji beznadziejnego dochodzenia prawdy. 
Ta bowiem, w swej istocie, zawsze pozostanie niedocieczona, wieloznaczna niejasna, niepełna, migotliwa. Nie znajduję w wierszach 
Kanefory takiego wykładu expressis verbis
choć z łatwością egzemplifikowałbym powyższe uogólnienia oczywistymi cytatami. W każdym razie skoro efektem, wynikiem ludzkich usiłowań jest niespełnienie, stąd 
i konstytutywnymi elementami wierszy rzeczonego tomiku są nieoznaczoność albo i wieloznaczność (najczęściej pojmowane w duchu estetyki neoromantycznej czy 
impresjonistycznej) osiągana przez skłębienie metafor, figurę wyrzutni, przewagę zdań równoważnikowych, zasadę przemilczeń i niedopowiedzeń, wreszcie lakoniczność słowa, 
operowanie skrótami i zwięzłość (niekiedy kardynalną), za którą cenimy np. twórców krajowej awangardy poetyckiej. Dodam też ze względu na ową zasadę "nieoznaczoności"  
niemal wszystkie liryki zbiorku zyskują na ciężarze uniwersalności, zarazem też większość z nich, powściągliwie korzystających z konkretu apelującego do wyobraźni, więc 
zaledwie sygnalizujących znaczenia, można traktować jako teksty zobowiązujące odbiorców do osobistego wkładu w tok czytania. Mówię o możliwości wypełniania  
( i dopełniania) syntaktycznych przestrzeni międzywyrazowych i nieoznaczoności treściami własnej, indywidualnej wyobraźni, zatem zawartością płynącą z osobistych  
doświadczeń i przeżyć. Znaczy to też, że każdy z sygnalizowanych w utworach sensów zasługiwałby na osobną  interpretację.  
         
         Właśnie owa powściągliwość, pewność autorki jako podmiotu lirycznego, że nie można być pewnym żadnej pewności i że możemy co najwyżej sugerować znaczenia czy 
podrzucać ich tropy w przestrzeni, która jest nieskończonym bezdrożem, stanowi bezsporną i uniwersalną, głęboko ludzką prawdę tych wierszy.
  Właśnie tak. Z lapidarnością tych tekstów, szczęśliwie  przecież wolnych od nadmiaru, pełnych dyskrecji w ujawnianiu  spraw intymnych, "krzyczących bezgłośnie" 
 i wypełnionych  niepewnością, znakomicie harmonizuje poetyka "wyrazistości  stonowanych", więc i instynkt, np. kolorystyczny pozwalający  wśród dominującej poświaty 
tonów zmatowiałych, głównie szaro-błękitnych tęsknić do nieosiągalnych obszarów - powiedzmy - krwistej zieloności.
         Uważam, że to jeden z najdoskonalszych, pobudzających i satysfakcjonujących debiutów, jakie kiedykolwiek udało mi się "zaliczyć". 
        Takich książek poetyckich nie odkłada się na ostatnią półkę. 


                                                                                                                                          
 7 lipca 2019         Ryszard Tomczyk
                                                
Umieszczono w Internecie
10 lipca 2019 r.
Wiersze z tego tomiku w formacie PDF można przeczytać tutaj
bozenasemik@interia.pl

w
 i 
e
r
s
  z  
e

w
 i 
e
r
s
  z  
e

zawierzenie

jak co dzień
spacer aleją
platanowe spojrzenia
odnowiona ławka

majestat przebrany w łaty
zieloność oddał
czterolistnej koniczynie

korona ze schroniskiem
dla bezdomnych
szarobiała gładkość kory
może zmylić
wbrew przeciwnościom
trwa

a ja na ławce
otulona wierszem
już nie marznę

    przed zachodem

     mglistość skrywa granicę
     jest tylko jedno
     bezkresne niebo
     u moich stóp

     jestem w nim
     poza wszystkim

     lekkość
     unoszenie
     brzeg złudnie daleko

     przymykam oczy
     to na pewno
     nie sen
        Bożena Worwąg-Semik          

przywoływanie

zamyka lato
na zamek błyskawiczny
rzeczom nadaje kształt chwil
wtulone wieczory
ciepły głos
wszystko pod znakiem
nieskończoności

spakowane bluzki co nie lubią zimna
lekka sukienka pachnąca morzem
jedwabny stanik
z rozerwaną koronką
spódnica w czerwieni
makowym posłaniem

często nuci 
Looking For The Summer

gdy rozsunie zamek
powraca słońce

kocie łby


każesz mi iść wybrukowaną drogą
- barwna mozaika dotknięć
nasz dom wysoko
ponad pamięcią przeszłości

wiesz że nie dojdę
kamień polny bez wygładzenia
zbyt dosłowny na pewny krok
nie podepczę bratków w szczelinach
- to ich miejsce

stoję u podnóża
i czekam
miara

popatrz tyle czasu minęło
ptaki już nie śpiewają
akacja usycha

nakręcam godziny ostrożnie
by ich nie spłoszyć
każda jest ważna
za mało ich

tik tak
tik tak

eremita


wolą może uporem
buduje własne przeznaczenie
nie wątpi w plan boski
ale sam ustala reguły świętości

mur coraz grubszy
- poza wzrokiem i oceną
gonty bez sęków celowo nieścisłe
przecież tak lubi deszcz
tęczę w drobinie światła
- tego nie potrafi się wyrzec

tylko co zrobić z jutrem
gdy wczoraj tak się rozpycha
jak pozostać sobą
- bez innych