23 lutego -  czwartek 2006 roku

Z rana dowiedziałem się, że wynik posiewu z plwociny był ujemny, za to w moczu stwierdzono bakterie. Do tlenu 
Bożenka musi być znów podłączona, gdyż gazometria jest niekorzystna. Prawie cały czas podsypia, ale po raz 
pierwszy się lekko uśmiechnęła, gdy przyszła znajoma rehabilitantka, która będzie wykonywała ćwiczenia 
rehabilitacyjne. Zanim zabrała się do ćwiczeń patrzy na głowę Bożenki i pyta co to jest...? zakładam okulary i widzę,
 że Bożenka z lewej strony głowy na czole, trochę we włosach, ma ranę długości ca 1,5 cm i szer. 3 mm. Nie wiem i 
oczom nie wierzę; przypuszczam, że gdy była nieprzytomna - może podczas transportu - gdzieś tam uderzono Jej 
głową o coś. Poza tym we włosach jest kilka miejsc ze strupami i sklejonymi tam  włosami; nie wiem czy to rany po 
czymś, może odleżyny...? I to z dwóch stron głowy oraz z tyłu na potylicy. Pielęgniarki też nie wiedzą od czego to 
jest. Przy Bożence byłem do godziny 23;30. 

  
24 lutego - piątek

Z rana wszystko w normie. Po obiedzie, około godz. 17-tej przyszedłem do Bożenki z Małgosią /która przyjechała z
 Gdańska/. Małgosia pobyła 2 godziny i około 19-tej pojechała do domu. Ja cały czas byłem przy Bożence, która 
była trochę zmęczona i senna. Zasnęła, a ja opuściłem szpital  o 23;30 prosząc pielęgniarki, by miały baczenie na 
Bożenkę zwłaszcza po zmianie ułożenia, gdyż wtedy flegma się przemieszcza i Bożenka zaczyna się krztusić. 


 
25 lutego - sobota

Rano do Bożenki pojechałem z Małgosią. Zaraz  po przyjściu obciąłem Bożence paznokcie u rąk i nóg z piłowaniem 
włącznie. Po dwóch godzinach Małgosia wyjechała do Gdańska. Około godz. 11-tej odbyło się mycie głowy wcześniej 
uzgodnione z pielęgniarkami . Ponieważ pielęgniarki miały rękawice (inaczej nie można), to ja zdjąłem 
marynarkę, podkasałem rękawy i sam myłem głowę. Ze zmartwieniem stwierdziłem, że w wielu miejscach na 
głowie są strupy odleżynowe i jakieś inne chyba łojotokowe. Ustaliliśmy, że to dzisiejsze mycie było  zabiegiem 
wstępnym , następne - za kilka dni z zastosowaniem Nizoralu, który wyleczy ewentualne objawy łojotokowe. Potem 
patyczkami higienicznymi wyczyściłem Bożence uszy i nosek. Zauważyłem też dużo białych nalotów w ustach to 
grzybica.  Lekarz powiadomiony o tym powiedział, że Bożenka rutynowo do kroplówki dostaje od kilku dni lek 
przeciwgrzybiczy. W południe pojechałem do miasta po zakupy dla Bożenki. O 17-tej byłem znów u Bożenki.
 Jogurt ogrzałem na kaloryferze, a sok leżał z 20 minut w umywalce pod gorącą wodą i zamiast zupy mlecznej, na   
kolację był jogurt i sok marchwiowy. Do domu pojechałem, gdy Bożenka przy mnie zasnęła. Wyszedłem o 23;30.
                26 lutego -  niedziela

 Na dworze i słońce i prószy śnieg, przy temp powietrza - 4 .
O 9,15 jestem u Bożenki. Obudziła się. Zaraz zmieniłem położenie materaca /napompowanie komór/.
            W pewnym momencie Bożenka zapytała mnie /odczytałem to wyraźnie z Jej ust i mrugania oczu/ :       
  - "kiedy do domu?" -  Powiedziałem, że nie tak szybko, bo musi być wyleczona do końca.
 W ciągu dnia Bożenka jest układana jak zawsze raz na wznak, potem na boku. Podsypia.
 A ja co 0,5 godziny zmieniam przewód od niesprawnego materaca. Godzina 20. - obchód. Potem przychodzi 
pielęgniarka, którą pierwszy raz widzę / była na urlopie/ i powiedziała, że jakaś pani z innej sali mówi o mnie z 
rozrzewnieniem :- "Takiego męża mieć .."- a ja na to, że nie męża tylko taką żonę jak Bożenka mieć to 
skarb. O 22;00 - jak co wieczór -  Bożenka dostaje do sondy specjalny zmiksowany preparat spożywczy w 
zakapslowanej butelce. Po tym posiłku na moją interwencję ułożyliśmy Bożenkę na boku, a przy tym oklepano
 plecy/ najpierw posmarowano je spirytusem, a po oklepaniu oliwką/. O 23;15 Bożenka "wróciła" do pozycji na 
wznak czyli  do snu. Godzina 23;30.

          
 27 lutego -  poniedziałek

Rano minus 10 stopni. Od rana Bożenka ma nareszcie sprawny materac - bardzo ważna rzecz. Utlenowienie 
krwi w granicach 95 i około godziny 11. lekarka prowadząca odłączyła tlen. To znów duży krok ku lepszemu. 
Oznaka lepszego stanu zdrowia. Po 11-tej zjawiło się dwóch młodych rehabilitantów. Po rehabilitacji Bożenka 
zasnęła. O godzinie 13;00 Bożenkę ułożyliśmy na prawym boku i pojechałem do domu. Gdy wróciłem  -
dokładnie o godz.17,00 -  Bożenka leżała w tej samej pozycji. Oczom z początku nie wierzyłem, ale 
sprawdziłem ułożenie nóg i było ono takie samo, jak ja je ułożyłem. Gdy poszedłem do pielęgniarki, aby 
pomogła mi  położyć Bożenkę na wznak  powiedziałem, że przez 4 godziny Bożenka  leżała w takiej 
samej  pozycji, to ona na to: - "Jak ten czas szybko zleciał".  - Bez komentarza. 
Bożence wyczyściłem ząbki maszynką Braun; niestety tylko na mokro bez pasty. Poza tym przyniosłem dwa 
soki Bobo Frut i jogurt na jutrzejsze śniadanie. Na kolację Bożenka dostała trochę zupy mlecznej i 1 butelkę 
soku. Około 22;00 gdy Bożenka już chciała spać, zabrałem się do wyjścia. Dla mnie 1 godzina więcej snu w 
tym dramatycznym miesiącu  jest na wagę złota.
                    6 marca -  poniedziałek

Rano mróz - 9 st. Bożenka chyba jest w dobrej kondycji. O 15;00 telefonuję z pracy i przypominam o przełożeniu 
Bożenki na inną pozycję, żeby znów nie zapomniały.
 Gdy po południu jestem u Bożenki  jest uśmiechnięta, a u Niej pielęgniarka, która odsysa flegmę. Po 
wieczornych ćwiczeniach rehabilitantka pomaga mi ułożyć Bożenkę na prawym boku. Bożenka zaraz zaczyna 
spać. Ja siedzę przy Niej cichutko i trzymam Ją cały czas za rączkę. Zresztą tak prawie zawsze trzymam Bożenkę.
 Uważam, że wtedy zdrowe fluidy ode mnie przepływają do Niej dodając Jej sił. Temperatury nie ma i całe 
szczęście, w końcu musi wyjść stąd do domu. Śpi nawet mocno, gdyż nie reaguje na moje szeptem wymawiane Jej 
imię w najczulszych konfiguracjach:- Bożusieńko, Kotulku Złoty, Niunieczka..... trzymając Ją za rękę 
przekładam Jej paluszki na różne strony, ..... Jej palce między moje ......A Bożenka  nic; śpi. Choć myślę, że w 
podświadomości wszystko słyszy i czuje, a mój głos i dotyk działają na Nią kojąco. Tak sobie myślę.
 O 20;30 przychodzi syn - bo ma dziś dyżur -  i oczyszcza ranę na brzuchu.
 Przy Bożence na stoliku zostawiam 1 jogurt i 1 słoik Bobo Frut oraz na widocznym miejscu kartkę, 
na której napisałem:
            
        "Jeśli na śniadanie będzie zupa mleczna, to bardzo proszę podać mojej żonie
             Bożennie Mazurkiewicz jogurt + sok /gdyby było za dużo, to pół  buteleczki tego soku/.
                           Z góry serdecznie dziękuję
                             Wiktor Mazurkiewicz
                                  mąż" 


Bożenkę układamy na prawym boku i tak leży sobie od 20;30 do 22. potem znów zostaje oklepana i ułożona na 
wznak do snu. Oczywiście Bożenka rozbudzona znów nie chce zamknąć oczu. Duża buźka i ...dobranoc.


          
 7 marca -  wtorek 2006 roku

Rano mróz - 12 st. Dziś mija miesiąc jak Bożenkę zabrano do szpitala 7 lutego. Gdy wchodziłem z rana do 
Bożenki na korytarzu spotkałem lekarkę, która prawie jak zawsze zagadnęła mnie. Dziś powiedziała: -  
"Rozmawiałam z Arturem /nasz syn/ i wstępnie uzgodniliśmy termin wypisania pańskiej żony na piątek, może 
sobotę". Powiedziała też, że znaleziono bakterie w posiewie moczu i chcą to zlikwidować. Na moją wypowiedź, że w 
domu w ramach profilaktyki antybakteryjnej podaję Bożence od czasu do czasu mącznicę lekarską, lekarka 
podpowiedziała mi, że jej znajomy pediatra zaleca młodym matkom w takich sytuacjach  podawanie dzieciom 
prawdziwego soku z żurawiny. No to Bożenka też będzie dostawała taki sok. 
O 18-tej  - jak zwykle - przyszła rehabilitantka; ćwiczenia trwały 45 minut. W międzyczasie Bożenka dostała 
trochę zupy mlecznej, a ja obmyłem brzuch wokół sondy z wydzielającej się jakiejś wydzieliny. 
O 21;45 przyszła pielęgniarka z kanistrem spirytusu i chciała Bożenkę oklepać i ułożyć już do spania, ale 
powiedziałem, że tak ładnie sobie śpi, a ja "pielęgnuję" odleżynę więc niech przyjdzie gdy ją poproszę. Odleżyny 
wcześniej posmarowałem cieniutką warstewką solcoserylu w żelu. Warstewka ta już wyschła i tak zostawię to do 
następnego razu, bez smarowania sudocremem. W ogóle na lewym pośladku są dwie odleżyny obok siebie - jedna 
o średnicy około 3 cm i druga trochę mniejsza. To "pamiątki" po OIOM-ie. Cały czas siedzę przy Bożence i marzę
 o tym, aby Ją wykąpać. O 22;20 Bożenka jest oklepana, zmieniony zostaje pampers i ułożona do snu. Oczywiście 
  oczy szeroko otwarte i spać nie chce, ale ja wychodzę, po wycałowaniach.
       Bożenka dziś żyje, znów uśmiecha się, choć już rzadziej niż 
dawniej. Jej powrót do zdrowia to 
CUD. Ja o tym wiem, gdyż 
nie kto inny tylko ja rozmawiałem o Bożence z Tym, który jest 
Panem życia i śmierci. Pisałem trochę o tym tu
  ========>>>
Druga strona Kalendarium
powiększenie
powiększenie
powiększenie
powiększenie
powiększenie
powiększenie
powiększenie

Opublikowano 1 maja 2006 
Aktualizacja 13 listopada 2015

Poprawiono nawigację w witrynie 6 lutego 2018
             28 lutego - wtorek

Rano minus 11 stopni. Gdy wchodziłem do Bożenki, z radością zobaczyłem, że nadal sama sobie oddycha. 
Wskaźnik utlenowienia w granicach normy. W południe Bożenka po raz pierwszy w tej chorobie przy mnie 
kichnęła. Wieczorem dowiedziałem się, że lekarze zastanawiają się czy nie usunąć tej rurki tracheostomijnej, 
gdyż Bożenka oddycha normalnie. Zdziwiłem się i tak, jak z trwogą przyjąłem wiadomość o konieczności 
wykonania tracheotomii, tak teraz raczej wolałbym, aby ten otwór pozostał jako wentyl bezpieczeństwa, bo 
przecież Bożence teraz łatwiej odessać flegmę, niż przez gardło. Sam mam mieszane uczucia, ale niech decydują 
lekarze. Po 22-giej Bożenka zaczęła marudzić, że już chce spać. Przywołałem pielęgniarki. I już właściwie jedna z 
pielęgniarek zaczęła Bożenkę przykrywać, gdy ja powiedziałem, że chcę zerknąć jak wyglądają Bożenki pachwinki
  w kroczu, bo to często przy braku odpowiedniej pielęgnacji ulegało zaczerwienieniom lub nawet odparzeniom. 
Przy moich oględzinach stwierdziłem, że Bożenka się wypróżniła. Pielęgniarki zaraz zabrały się do mycia i 
zmiany pampersa, a ja zacząłem się ubierać. Była godzina 22,25. Idąc na postój taxi tak sobie pomyślałem, że 
gdybym nie zerknął Bożence w pampersa, to biedna przeleżałaby całą noc w zabrudzonym pampersie. A to 
mogłoby wywołać znów jakieś odparzenia czy jakieś inne skórne dolegliwości.

                 
               
 1 marca -  środa

Popielec. Rano dowiedziałem się, że jutro o 8;15  Bożenka będzie miała zabieg  założenia sondy do żołądka 
/przetoka/.  Ponownie u Bożenki zjawiłem się o 16. Po kolacji - ostatni posiłek przed jutrzejszym zabiegiem - 
Bożence obmyłem twarz gąbką z mydłem, bo tłuszcz na buzi niesamowity. Nie mogę się doczekać kiedy będę mógł
 wykąpać Bożenkę pod prysznicem w domu. Na Bożence tylko kremy, maści i inne oliwki. Pokazano mi jak 
należy wyjmować rurkę z tchawicy i jak ją czyścić. Drugiej kolacji o 22;00 już dziś nie dostała i jutro też żadnego 
jedzenia tylko kroplówki. Bo żołądek musi być pusty.  O 22;15 na moją prośbę Bożenka ma oklepywane plecy, a 
potem zostaje ułożona na lewym boku. Obudziła się. Tak sobie leży do 23;10. Potem kładziemy Bożenkę do snu w 
pozycji na wznak. Nie chce teraz zasnąć. Poprawiam Jej jasiek pod główką, ale spać nie chce. Ubieram się, każę 
Jej oczki zamknąć, obcałowuję buźkę i wychodzę. Po drodze zachodzę do pielęgniarek i proszę, aby zajrzały do 
Bożenki by w razie konieczności odessać flegmę. W domu znów idę spać o super późnej - jak dla mnie - godzinie 
24. Zawsze Bożenka w domu śpi już o 20-tej, a ja o 21-ej.
            2 marca - czwartek

 Gdy wchodzę na salę Bożenka leży sobie z oczami otwartymi i lekko się uśmiecha. Co się rzuca w oczy , to brak
 tej paskudnej i na pewno uciążliwej dla Niej sondy żołądkowej wystającej z nosa od ponad 3 tygodni. Pytam 
Bożenkę czy chce coś powiedzieć, więc znowu pyta:- kiedy do domu. Mówię, że aż się wyleczy do końca z 
infekcji. Na obiad Bożenka dziś dostaje tylko kroplówki - właśnie przed chwilą założono jedną kroplówkę do 
wenflonu, a drugą do sondy w brzuchu i teraz zobaczyłem kawałek rurki białej silikonowej długości około 15 cm.
  Wieczorem - jak co dzień -przychodzi rehabilitantka, która przez prawie godzinę "męczy"  Bożenkę. Po 
ćwiczeniach Bożenka zaczyna drzemać. Po 20-tej wysłuchuję relacji z dzisiejszego zabiegu wykonania przetoki; 
całość trwała około 20 minut, znieczulenie miejscowe i środek lekko nasenny, syn założył sondę po uprzednio 
wykonanych czynnościach wstępnych przez gastrologa. W zabiegu uczestniczył zespół 8 osobowy włącznie z
 anestezjologiem, sanitariuszkami, asystentami.
Syn poinstruował mnie o zasadach obsługi tej sondy. Ułożyliśmy Bożenkę do snu o godzinie 22;35. Nie chciała 
zamknąć oczu, ale Ją wycałowałem, coś tam pod główką poprawiłem, bo tylko zawsze chodzi Jej o ułożenie 
głowy. I powiedziałem, że już wychodzę do domu. Była godzina prawie 23-cia.


          
 3 marca - piątek 2006 roku

Dziś mija miesiąc jak Bożenka zachorowała na zapalenie oskrzeli czego jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy.  U 
Bożenki zjawiłem się w południe. Leżała na wznak i za chwilę dwoje rehabilitantów zaczęło ćwiczenia. W 
międzyczasie porozmawiałem z lekarką prowadzącą o ewentualnym wyjściu Bożenki ze szpitala. Więc nie 
wcześniej jak w czwartek-piątek, po kolejnym, kontrolnym prześwietleniu płuc. Potem poprosiłem pielęgniarki, 
aby pomogły mi położyć Bożenkę na prawym boku. Po południu jestem u Bożenki ponownie o 17;30, gdy 
przyszedłem zastałem rehabilitantkę. Po ćwiczeniach Bożenka zaraz  zasnęła. Kolacji nadal nie dostaje; tylko 
kroplówki. Zbyt świeża jest rana w żołądku po zabiegu. Po 22;45 ułożyliśmy Bożenkę na wznak do snu, 
pielęgniarka odessała flegmę i wyjątkowo zadowolony - bo Bożenka ładnie wyglądała i patrzyła rozbudzona ze 
snu jak się ubierałem - wyszedłem do domu. Przed wyjściem wycałowałem Jej buźkę i powiedziałem, że już 
niedługo też będzie w naszym domu.
              4 marca - sobota

Na przystanku stałem krótko, gdyż tramwaj przyjechał za 3 minuty. U Bożenki o 9;40. Gdy byłem jeszcze na 
korytarzu zobaczyłem Bożenkę uśmiechniętą; to dla mnie największa radość ostatnich dni. O 10;30 
pielęgniarka  podłączyła Bożence preparat odżywczy NUTRISON - dieta kompletna pod względem odżywczym, 
bezresztkowa, przeznaczona do podawania przez zgłębnik. Ta dieta podawana jest do sondy, a do wenflonu 
Bożenka ma podłączona kroplówkę. Po ułożeniu na boku około godz. 11-tej, Bożenka zaczyna drzemać, a 
właściwie spać, ale już o 12-tej znów nie śpi, więc szpatułką z gazikiem - drugi już dziś raz - wycieram Bożence 
jamę ustną, gdyż na języku zbiera się co jakiś czas brzydka, biaława ślina. Po tej czynności ubieram się i około 
12;15 wychodzę, zresztą Bożenka mówi mi już drugi raz:- "Idź". No więc poszedłem.
 Tramwaju nie było - dopiero za 20 minut - więc szedłem sobie pieszo w pięknym przedwiosennym słońcu.
           Gdy wieczorem znów zawitałem u Bożenki leżała na wznak, ale głowa położona bardzo nisko tak, że 
oparta jest gołymi stopami o drewniany szczyt łóżka. Na moją prośbę pielęgniarka  pomaga mi podciągnąć 
Bożenkę wyżej o co najmniej 40 cm, a ja podwyższam podparcie pod głową o 1 stopień.
 W tej wygodnej chyba pozycji Bożenka zaczyna znów drzemać.
 Gdy rozwożono kolację poprosiłem o kubek gorzkiej herbaty i po raz  pierwszy od 3 tygodni Bożence podawałem 
herbatę; po kilka kropelek na czubku łyżeczki od herbaty. Żeby znów nauczyła się połykać pokarm, choć w    
 przyszłości inaczej będzie karmiona, to jednak będę wszystko robił, aby ustami też mogła coś jeść.
Potem opowiadam Bożence różne historyjki. Po godzinie 22;30 pielęgniarka podaje Bożence termometr i 
mierzymy ponownie temperaturę, gdyż wydaje się, że Bożenka już jej nie ma. Rzeczywiście jest 37,1 czyli lekki 
stan podgorączkowy. Kilka minut po 23;00 Bożenkę układamy na wznak do snu. Oczy cały czas otwarte i patrzy 
Bożeniątko tylko tak na mnie. Obcałowałem ten pyszczulek kochany i gdy powiedziałem, że już idę, to 
aprobująco potwierdziła to oczkami.


                 
5 marca - niedziela

U Bożenki o 10;45, uśmiechnięta. Pielęgniarka powiedziała, że Bożenka rano miała 37,3 stopnie temperatury.
 O 11;50 podłączona zostaje dieta kompletna Nutrison, to ta, która powinna spływać do sondy przez 24 godziny, 
a więc bardzo wolno. Po obiedzie byłem dopiero po 17. Bożenka leżała na lewym boku z zabrudzoną od flegmy 
piżamą /przy rurce/. Zawołałem pielęgniarkę, która zmieniła piżamę i odessała flegmę, a potem położyliśmy 
Bożenkę na wznak, gdyż wg niej Bożenka leżała na lewym boku ca 2 godziny. Wieczorem  kontynuowałem 
rozpoczęte wczoraj ćwiczenia przełykania płynów /herbaty/. Bożenka wypiła herbatę - jakieś 3 łyżeczki od 
herbaty.
                  O godz. 20;10 ciśnienie wynosi 103/80. Około godziny 21;20 położyliśmy Bożenkę na prawym boku.
 Przez ponad godzinę utrzymywałem Bożenkę w pozycji takiej, aby przez rozpięty pampers dochodziło świeże 
powietrze do odleżyn na pośladkach; odkryłem w tym miejscu koc, a Bożenka cały czas smacznie spała.
 Po 22;40 ułożyliśmy Bożenkę na wznak, ale wtedy Ona otworzyła oczy - zresztą podobnie jak w poprzednich 
dniach -  i cały czas patrzyła. Nie chciała zasnąć. Wycałowałem buźkę i  ...   -  dobranoc.